Współczesne biblioteki coraz rzadziej będą się kojarzyły z ich niegdyś podstawową funkcją, czyli wypożyczaniem książek. Rozrastają się nowe działy, zwłaszcza mediateki, a placówki coraz chętniej wychodzą na zewnątrz, przystosowując do swojej działalności zarówno nowe przestrzenie (patrz sanocka „zielona czytelnia”), jak i organizując wiele doraźnych lub cyklicznych imprez promujących literaturę.
Rewolucji poddano sam sposób lektury. Kiedyś jedyną alternatywą dla tradycyjnego czytelnictwa było obejrzenie ekranizacji dobrej prozy. Dziś znacznie więcej miejsca – tak w bibliotekach, jak i w księgarniach – zajmują e-booki. Co dalej? Pomysłów chyba nie zabraknie, i to wcale nie tylko w oparciu o rozwijającą się galopującą technologię. Upewniła mnie w tym inicjatywa, z jaką wyszli pracownicy mediateki we Wrocławiu.
Otóż nadal możemy tam sobie zamówić „książkę” w sposób niemalże tradycyjny, nadal poczekać na jej dostarczenie przez pracownika obsługi zgodnie z naszym przyzwyczajeniem... tyle że w rolę wolumenu wcielają się żywe osoby. „Książkami” są przedstawiciele różnych zawodów i grup społecznych czy narodowych. Przy czym dobór jest nieprzypadkowy: chodzi o budzących na ogół kontrowersje, oburzenie lub przynajmniej nieufność przedstawicieli polskiego społeczeństwa. Można zatem zamówić sobie Osobę Niepełnosprawną, Homoseksualistę, Kogoś z mniejszości Etnicznej lub Wyznaniowej, Ateistę, Feministkę, Antyfaceta, Ukraińca czy Zakonnicę. Bestsellerami okazali już się Muzułmanin, Wyleczony Alkoholik i Lesbijka.
Co dalej? Wypożyczamy osobę, a ta opowiada nam o swoim życiu i doświadczeniu, może też odpowiadać na nasze pytania, o ile nie wchodzą zanadto w sfery prywatne. Cel jest oczywisty: przełamywanie barier i stereotypów, szerzenie tolerancji, oswajanie z „innością”, która przecież nie musi od razu stanowić zagrożenia. Takie wspólne szukanie przyczyn – często z gruntu fałszywych – braku akceptacji dla tego, co choć nieco wykracza poza tak zwaną normę. Właściwie całe przedsięwzięcie ma charakter sprytnie pomyślanego warsztatu terapeutycznego – dla obu zresztą stron, bo opowiadający też wyciąga dla siebie niejeden wniosek z takiego spotkania – i pozornie w niewielkim stopniu przypomina jakąkolwiek lekturę.
A jednak przywodzi mi to na myśl klasykę literatury, odbieranej kiedyś jako science-fiction: mianowicie powieść Raya Bradbury’ego „451 stopni Fahrenheita”. W opisanym tam utopijnym świecie wszelka beletrystyka była zakazana, więc z ramach działalności opozycyjnej wybrane jednostki uczyły się po prostu całych książek na pamięć, by je później „odtwarzać” podczas tajnych spotkań kolejnym grupom konspiratorów. „Żywe książki” – tak jak istnieją „żywe obrazy”. Nie tyle współczesne e-booki, co raczej, nazwijmy to, „human-booki”.
Oczywiście, różnica między tamtym przykładem a wrocławską inicjatywą jest zasadnicza: tam chodziło, bądź co bądź, o fikcję, natomiast tu mamy do czynienia z samym życiem. Które to życie, jak wiemy, bywa często dramatyczniejsze niż niejedno światowe arcydzieło. Kto wie, może propozycja wrocławian jest jakimś sposobem na zrekompensowanie spadającego wskaźnika czytelnictwa w Polsce? Rozmowa zamiast lektury… To też wielka sztuka.
Tomasz Chomiszczak
- Nowe
- Losowe
- Popularne
- Najczęściej czytane
- Zobacz
Kurier Podkarpacki
Nowe Filmy
Najnowsze ogłoszenia
|
|
Komentarze
- Portalu
- Zdjęcia
- Filmy
- Blog
|
Wygraj wejściówki na
Polecam ten basen, jest tam bardzo fajnie. |
|
Śmiertelnie potrącon
a czy wiecie ze sprawca byl syn policjanta z humni |
|
Kolektory słoneczn
Obecnie cena kolektorów się wyrównała.. do tego wy |
|
Kolektory słoneczn
Obecnie cena kolektorów się wyrównała.. do tego wy |
|
Kabaret Neo-Nówka
A co to ma do występu Neo-Nowki w Lesku ???? |
- Brak komentarzy.
- Brak komentarzy




